poniedziałek, 6 października 2014

Bliskości też trzeba się nauczyć.

Niektóre sprawy są tak oczywiste, że o nich zapominamy. Z czasem ta niepamięć powoduje trudności i to, co było takie naturalne i oczywiste staje się wyzwaniem, problemem, czymś trudnym do pojęcia.
Tak też jest z bliskością.

Nie trudno w dzisiejszych czasach o to, aby zanikały nasze instynkty, abyśmy tracili to, co ważne i wiele przestawali rozumieć. W czasach smartphonów, laptopów, pędu za karierą i wypełnianiem każdej możliwej rubryki naszych terminarzy wpadamy w wir który wciąga nas i często powoduje, iż zaczynamy wierzyć w to, że wszystko musi być zrobione na szybko. Działamy mechanicznie odhaczając kolejne punkty na naszej liście i tego uczymy nasze dzieci.


Bliskości też trzeba się nauczyć.

Jakkolwiek dziwne wydaje się to stwierdzenie jest w nim ogrom prawdy. Rodzic wiecznie w pracy, nawet po godzinach. Rodzic w domu, ale z telefonem i laptopem w promieniu kilku centymetrów. A dziecko? Przed telewizorem co by nie przeszkadzało i dało chwilę wytchnienia.
I komedy: zrób to szybko, zjedz już, idziemy, wracamy, masz- pobaw się. Zaraz. Zaraz przyjdę, zaraz zobaczę. No idź, daj mi spokój.

Faktem jest, że ogromnie cenie sobie chwilę tylko dla siebie. To normalne i zupełnie zrozumiałe, że każdy potrzebuje oddechu. Chwili z gazetą, książką, blogiem i kubkiem ulubionej kawy czy herbaty. Staram się jednak nigdy nie szukać takich chwil kosztem dzieci. "Mój czas" to czas gdy one śpią lub są zajęte wspólną zabawą i chwilowo nie potrzebują mojej obecności. Pozostałe chwile jesteśmy razem i dla siebie.

Bliskości trzeba się nauczyć. Ja znajduje ją w codziennych rytuałach. W tym, że zawsze jemy RAZEM. W tym, ze zawsze przed wspólnym posiłkiem dajemy sobie buziaka. W tym, że RAZEM gotujemy i sprzątamy, wygłupiamy się, malujemy. W tym, że zwracamy na siebie uwagę i staramy się wysłuchać drugiej osoby.
Bliskość to nie tylko dłoń wciśnięta w dłoń. To też rozmowa, zabawa, wspólne zbieranie liści. Bliskość to też umiejętność bycia razem nawet gdy dzieli nas wiele kilometrów. To ciepłe myśli, pamięć, uśmiech.

Bliskość procentuje.
Widzę to teraz, gdy starsza budzi młodszą słowami "dzień dobry słoneczko kochane".
Widzę to w każdym ich geście, w empatii. W tym jak dbają o siebie i o innych.
Dzieci naśladują nas i to, co obserwują teraz oddadzą w przyszłości.
Jeśli nie będziemy ich słuchać, nie będą słuchały.
Jeśli nie będziemy odpowiadać na ich potrzeby, nie będą potrafiły spojrzeć na drugiego człowieka i wysłuchać lub pomóc.

Jest wiele sposobów na bliskość.
Dla mnie bliskość jest wsłuchaniem się w to czego potrzebuje druga osoba. To staranie się o to, aby każdy członek rodziny był szczęśliwy i abyśmy w swoich potrzebach i marzeniach starali się wypracować kompromis.

Jednym ze sposobów na bliskość stała się dla mnie chusta. Pozornie zwykły kawałek materiału który scala mnie i dziecko. Wzajemnie czujemy swoje ciepło i bicie serc.
Nosiłam i noszę obie córki. I wcale nie martwię się o to, że któraś się przyzwyczai bo przecież o to w tym wszystkim chodzi. Nie ukrywam, że chusta pomaga tez w tym całym pędzie. Jesteśmy blisko siebie a jednocześnie możemy dużo spraw załatwić nie tracąc wspólnych chwil.
Wiem też, że czasem gdy któraś przyśnie ukołysana w rytm moich kroków, może mogłabym odłożyć ją do łóżeczka. Ale nie, wole świętować każda jedną minutę kiedy jesteśmy tak blisko siebie. Wiem, że te chwile są coraz krótsze. Wiem, jak szybko uciekają i wiem też o tym, że zaraz będzie nam smutno, że wielu z tych chwil nie wykorzystaliśmy.


Nauczmy bliskości siebie, aby żyło nam się milej, cieplej, pełniej.
Nauczmy bliskości nasze dzieci, aby były pewne siebie, szczęśliwe i aby tym szczęściem zarażały innych.


A jakie są Wasze sposoby na bliskość?

1 komentarz: