Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chusty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chusty. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 stycznia 2015

Chustowy, błogi sen.

Kiedy patrzę w dół widzę Ciebie. Wtuloną we mnie i w swojego ukochanego misia.
Widzę pięknie zamknięte oczy. Widzę spokój, ciepło i miłość.
Kocham ten widok. Zbieram te momenty niczym obrazy i zapisuje je mocno w mojej głowie. Wracam do nich często - jak nic potrafią poprawić humor. Póki mam jeszcze możliwość takiej bliskości z dziećmi to czerpie z niej garściami.


Dzieci, jak chyba każdy człowiek, lubią być blisko i potrzebują tej bliskości. Szczególnie w cięższych okresach - takich jak skoki rozwojowe, nowe doznania, choroba czy wyrzynające się zęby.
Zresztą nie oszukujmy się - maluszki każdego dnia odkrywają coś nowego. Rzeczy, które są dla nas oczywiste dla nich są nowością. Są czymś, co trzeba przyjąć, przetworzyć. Bliskość wspiera rozwój przez to, że pomaga dzieciom się wyciszyć, skupić czy też zregenerować.

W momentach gdy sen nie przychodzi sam, staramy się mu pomóc. Wtedy do akcji wkracza chusta. Ten kawałek materiału który scala nas i sprawia, że nasze serca biją obok siebie. Kołysząc się, tuląc i dając ciepło swojemu dziecku pomagamy mu uspokoić się i rozluźnić. Sama też jestem o niebo spokojniejsza gdy widzę, że mojemu dziecku jest dobrze i że dostaje odpowiedź na swoją potrzebę bliskości. Tak samo jak i moje córki wyciszam się wtedy, zupełnie jak bym odcinała się od zmartwień i problemów. Jesteśmy tylko my. Razem. Tu i teraz. I razem ładujemy swoje baterie na kolejny, wspaniały dzień.

Nie martwię się ani przez chwilę tym, że moje dziecko przyzwyczai się do takiego zasypiania. Nie czuje się też psychicznie uwiązana (choć fizycznie jestem z racji omotania całkiem sporym kawałkiem materiały;)). Skoro maluch potrzebuje bliskości i przytulenia nie wyobrażam sobie tego nie dać. Nie chciałabym słuchać płaczu czy też trenować własnego dziecka aby usypiało samodzielnie. Czasem i ja miewam gorsze wieczory. Takie, gdy jest mi smutno i potrzebuje po prostu się przytulić. Naturalnym jest dla mnie to, że wtedy dostaje ciepło i wsparcie od męża. Nie chciałabym wtedy być sama w ciemnym pokoju, bez przytulenia, bez reakcji ma moje potrzeby. Następnym razem pewnie zaszyłabym się w pokoju aby z nikim nie dzielić się moimi smutkami bo wiedziałabym, że nikogo one nie interesują.
Dzieci wypłakiwane zwykle po kilku nocach przestają płakać. I to nie dlatego, że magiczną "metodą" nauczyły się nagle samodzielności, tylko dlatego, że przyzwyczaiły się że nie mogą liczyć na swoich najbliższych. Bywa, że budzą się w nocy ale i tego nie sygnalizują - po prostu patrzą się bez emocji w sufit czy ścianę do momentu aż znów przyjdzie sen. Tego nigdy nie chciałabym ani dla swoich dzieci ani dla siebie.

Czas mija za szybko. To, co dajemy dzieciom teraz wpłynie na to jakie będą one w przyszłości. Odpowiadajmy na ich potrzeby aby czuły się kochane i rozumiane. Aby pomóc im stać się empatycznymi ludźmi. Przytulajmy je i dawajmy im mnóstwo ciepła i atencji skoro sami od osób sobie bliskich też tego oczekujemy.

Dobranoc. Ładujcie bliskościowe baterie.

wtorek, 20 stycznia 2015

Wiem lepiej, czego potrzebuje Twoje dziecko - o reakcjach na chustonoszenie

Moment w którym informujemy otoczenie o ciąży lub narodzeniu się dziecka nie wiadomo czemu jest momentem w którym inni czują przyzwolenie (a czasem nawet obowiązek) aby ingerować w nasze życie i nasze rodzicielskie decyzje. Wiedzą lepiej czego potrzebujemy my i czego potrzebuje nasze dziecko. Zawsze zadziwiało mnie to z jaką pewnością obca osoba informowała mnie, co i kiedy moje dziecko powinno w danej chwili zjeść lub co na pewno chciałoby mi powiedzieć gdyby tylko mogło.

Jeszcze chwila i miną 3 lata naszej chustowej przygody. Piękny czas i dużo wspaniałych i ciepłych wspomnień. Chusty dodały do naszego wspólnego życia niezwykłą dawkę bliskości, wygody, piękna i po prostu pasji. Dały mi też okazję do spotkania się z całą gamą przeróżnych reakcji ludzi na widok rodzica z maluchem w chuście.

Jeśli tylko któraś z córek śpi w chuście, rozgląda się z zainteresowaniem lub wyjmuje z chusty rączki aby sięgnąć po coś ciekawego - wszystko jest super. Słyszymy jak to fajnie i miło mieć dziecko tak blisko siebie, pokazywać świat ze swojej perspektywy. Ludzie czasem głaszczą lub łapią maluchy za stópki jednocześnie pieszczotliwie mówiąc "Oj, dobrze Ci tam, prawda?". Inni podejdą i zaczną rozmowę popchnięci ciekawością tego o co tak na prawdę w tym noszeniu chodzi. Niektórzy po prostu uśmiechają się porozumiewawczo. To takie miłe, codzienne akcenty.

Gorzej, gdy noszone dziecko ma gorszy dzień. Wiecie - taki gdy absolutnie wszystko jest na nie. Albo gdy ząbkuje i dostaje nagłych ataków płaczu z bólu lub też po prostu się zgrzało bo ubrane jest ciepło a weszło w chuście na 2 minuty do ciepłego sklepu. Są też momenty gdy dziecko na spacerze zgłodnieje lub potrzebuje przewinięcia, co też odpowiednio głośno manifestuje.
Wtedy już nie jest tak kolorowo. Wtedy zawsze znajdzie się ktoś, kto wie lepiej od rodzica o tym czego potrzebuje dziecko. Bo na pewno potrzebuje wszystkiego tylko nie "tej chusty".
-"Pani tak dusi to dziecko w tej chuście, to dlatego tak płacze"
-"Na pewno chce pobiegać a w tej chuście tak ciasno ma, niewygodnie, uwiera na pewno"
-"Szkoda tak to dziecko ściskać, ruszyć się nie może, biedne"
To tylko przykłady niektórych zdań jakie słyszałam od obcych. Niezwykle dziwi mnie to, że jak dziecko płacze w wózku to ludzie mówią ze "pewnie zmęczone / głodne / do przewinięcia" a przy chuście absolutnie każdy płacz zwalany jest na sam fakt noszenia malucha. To tak, jak by dziecko noszone miało tylko jedną potrzebę którą musi zaspokoić - ucieczkę z chusty. A to, że maluch płacze w chuście nie oznacza przecież koniecznie, że płacze z powodu chusty i noszenia.
Te słowa krytyki słyszane trzeci, ósmy, dwudziesty raz, mogą jednak młodego rodzica zacząć przekonywać do tego, że może faktycznie robi coś nie tak. Mogą niesłusznie zniechęcić do czegoś, co z założenia jest piękne i daje niezwykle fajne możliwości i bliskość z dzieckiem.
Wiem, że moje ząbkujące (i ciężko to znoszące) dziecko w chuście może i chwilami płacze ale ma mnie blisko i czuje się lepiej niż gdyby było płaczące w wózku i pozostawione bez mojego przytulenia.
Wiem, że gdy moje dziecko zgłodnieje i zacznie płakać to samo wyjęcie z chusty nie pomoże. To nie chusta jest problemem. To płacz jest sygnałem, ze czas wracać do domu na obiad.
Wiem, że gdy podczas spaceru obudzi się ze snu z płaczem to szybciej uspokoi się kołysząc w rytm moich kroków.
Dojrzałam do asertywności. Wiem, co jest dobre dla mnie i dla moich dzieci. Wiem jak słuchać i jak odpowiadać na ich potrzeby jednocześnie mając na uwadze swoje. Rozumiemy się bez słów, a na pewno bez słów osób z zewnątrz nie mających bladego pojęcia o tym dlaczego moje dziecko ma chwilowo gorszy humor.

niedziela, 19 października 2014

Inwazja wisiadeł. Dlaczego rodzice nieodpowiednio noszą swoje dzieci?

Kocham nosić dzieci. Uwielbiam chusty, bliskość. Kocham swobodę jaką daje mi chustonoszenie- możemy dotrzeć w wiele miejsc do których wózek by nie dotarł. Ciesze się, że chustonoszacych rodziców (ba! nawet też dziadków:)) jest coraz wiecej. Serce rośnie na ten widok a buzia sama mi się uśmiecha.
Na każdym niemal spacerze spotykam jednak wisiadła. Nie nosidła ale wisiadła - dziwne twory mające rodzicom pomóc dając taką swobodę jak chusta bez potrzeby motania a dzieciom ponoć dać bliskość rodzica i wygodę. No właśnie. Nic bardziej mylnego. Aż mnie ściska jak widzę maluszki wsadzone do tego czegoś -  dyndające nóżki, latająca główka czasem podtrzymywana przez rodzica, ciałko oparte na kroczku, czasem nawet dziecko przodem do świata. A rodzic? Dumny, bo przecież niesie przed sobą swój skarb. Niesie w tym nosidło-wisiadle. Takim nowoczesnym. Takim "praktycznym".

Dlaczego ludzie wybierają wisiadła dla swoich dzieci?

Zastanawiałam się nad tym dość długo. Dlaczego ktoś dobrowolnie chciałby swoje ukochane dziecko potencjalnie narażać na problemy z biodrami i kręgosłupem? I już wściekałam się w myślach na tych rodziców, aż zrozumiałam, że w tym problemie jest wiele ogniw.
Jednym z nich są sklepy. Rodzice czekają na swoje wymarzone dziecko, idą po wyprawkę do sklepu. A tam? Nie zazna się chusty czy dobrego ergonomicznego nosidła. Byłam w kilku Smykach i większych sklepach dziecięcych i nie znalazłam ani jednej sztuki nosidła które zapewniałoby dobre ulożenie dziecka. W zamian za to cała gama nosidełek  typu wisiadło. Wszystkie sprzedawane z zachwalającą je gadką "To takie wygodne dla rodzica i dziecka! Tak praktyczne! Dziecko blisko, można tyle zrobić...". Jedne z najpopularniejszych i, o zgrozo, najmodniejszych potrafią kosztować nawet 600 zł. Widuje się je w filmach, celebryci zza ocecanu noszą w tym swoje dzieci. 
-"To w takim razie musi być dobre"- pomyśli wielu rodziców i kupi ten produkt bądź produkt podobny a następnie nosić będzie w tym swoje dziecko.
Naiwnie marzę o edukacji producentów i sprzedawców. Edukacji nakierowanej nie tylko na zysk firmy/sklepu ale na dobro dziecka. Dlaczego to, co jest dobre i zdrowe jest produktem niszowym a to, takie wisiadła idą jak świeże bułeczki? 
Niektóre z nich są świetnym przykładem na to, że coś, co kosztuje sporo wcale nie musi być dobre. 

Dlaczego należy unikać nosideł (nieergonomicznych)

Przede wszystkim dla zdrowia swojego dziecka, niezależnie od jego wieku. W nosidle (nieergonomicznym) ciężar dziecka opiera się na jego kroczu. Plecy są niezwykle sztywne a nóżki dziecka niemal dyndają. Dziecko zamiast przyjąć pozycję fizjologicznej żabki (nóżki odwiedzione, pupka lekko zapadnięta, zaokrąglone plecy) znajduje się w niekomfortowej dla siebie pozycji która może przynieść opłakane skutki w przyszłości.


"Przecież już kolejne dziecko w tym noszę i jest ok!"
"Koleżanka swoje dzieci nosiła i są zdrowe"
To jedne z argumentów które często słyszę od rodziców którzy z tych wisiadeł korzystają. Nie zdają sobie jednak sprawy z tego że "kwiatki" w postaci problemów z biodrami i kręgosłupem wychodzą po latach. Oczywiście- nie musza i tego im wszystkim życzę jednak szczerze nie rozumiem dlaczego wybiera się taki produkt mając alternatywę i znając potencjalne ryzyko. Argument "to tylko na kilka minut dziennie" do mnie nie przemawia. 

Wybierz ZDROWĄ alternatywę

Wybór jest przeogromny. Po pierwsze istotna jest kwestia wieku: Od narodzin do momentu, gdy Twoje dziecko będzie siedziało samodzielnie odpowiednia dla niego jest tylko chusta (choć może nie tylko- bo chust też jest wiele!:)). Tylko chusta odpowiednio dopasuje się do maluszka, zagwarantuje dobrą pozycję i odpowiednie ułożenie nóżek i kręgosłupa. Później (gdy dziecko siedzi już samodzielnie) decyzja zależy od osoby noszącej. Możecie kontynuować chustową przygodę ale możecie też  skorzystać z ogromnego wyboru nosideł ergonomicznych.
Tula, Bondolino, Manduca, nosidła typu mei tai to tylko niektóre z nich. Wszystkie pozwalają na uzyskanie pozycji żabki i gwarantują i noszącemu i noszonemu komfort.
I pamiętajcie -  nie nosimy dzieci przodem do świata! Jeśli chcecie, aby dziecko lepiej widziało zawiążcie chustę / załóżcie ergonomika na plecy.

Dlaczego nosidła nie są odpowiednie dla nie siedzących dzieci?

Maluszki potrzebują odpowiedniego ułożenia nóżek - w nosidle byłyby one zbytnio odwiedzione. Chusta dopasuje się do maluszka a nosidło ma już panel o stałej szerokości, często nieodpowiedni dla dziecka poniżej 6 miesiąca życia.
Poza tym nosidło nie dopasuje się tak do maleńkiego dziecka- nie podtrzyma małego kręgosłupa i główki tak, aby była bezpieczna i nie latała na boki.

Jeżeli producent / sprzedawca wmawia Wam, że nosidło jest odpowiednie od narodzin / 3 kilo / od 3 miesiąca życia bądź też zaproponuje tzw. "wkładkę dla niemowlaka" unikajcie tego i omijajcie szerokim łukiem. To tylko chwyty marketingowe które pozwalają niektórym sprzedać nieodpowiedni towar rodzicowi jak najwcześniej podkreślając jego funkcjonalność na "cały okres noszenia dziecka".



Zadbajcie o swoje maluszki i o ich zdrowie. Nie dajcie sobie sprzedać produktu, który może przyczynić się do ich złego rozwoju.

Jeśli macie jakieś pytania lub potrzebujecie pomocy w wyborze odpowiedniego środka transportu dla swoich maluszków (chusty lub nosidełka ergonomicznego) dajcie znać, postaram się pomóc.

czwartek, 14 sierpnia 2014

Jak zacząć przygodę z chustonoszeniem? Na co zwrócić uwagę przed zakupem chusty?

O tym dlaczego warto nosić dziecko pisałam tutaj. Im dłużej noszę, im rzadziej korzystam z wózka przy dziewczynkach tym bardziej uświadamiam sobie jak bardzo będę tęsknić za chustonoszeniem. To jedna z tych małych pępowinek (karmienie piersią, wspólne spanie, całe dnie razem) które trzymają mnie blisko dzieci i których stopniowe odcinanie bardzo mnie boli. Cóż, są jeszcze koty... może ona dadzą się kiedyś zamotać ;)


Zebrałam garść pytań z którymi spotykam się najczęściej od osób które chcą rozpocząć przygodę z noszeniem w chuście. Mam nadzieję, że odpowiedzi na nie będą dla Was pomocne.

Kiedy można zacząć noszenie w chuście?

Tak na prawdę od samego początku. Starszą córkę motałam jak miała nie całe 3 tygodnie, młodszą pierwszego dnia po powrocie ze szpitala - miała wtedy 4 dni.

Czy nie zrobię maluszkowi krzywdy?

Nie. Jeśli wiązanie jest prawidłowe dziecko jest odpowiednio asekurowane i ułożone zgodnie ze swoją fizjologią. Tak na prawdę noszenie malucha w chuście może być lepsze niż noszenie go w dziwnych pozycjach na rękach czy na biodrze bo mamy pewność, że jego kręgosłup ma prawidłowe ułożenie, a dzięki odpowiedniemu odwiedzeniu nóg bioderka także są w bezpiecznej pozycji.

Gdzie kupić chustę? I dlaczego używana chusta jest lepsza?

Chusty dostępne są w sklepach internetowych lub na stronie producenta jednak najbardziej polecam skorzystanie z grup lub forów internetowych (ew. serwisów typu allegro) i zakup chusty używanej.  Dlaczego używana chusta jest lepsza? Chusta nowa jest bardzo sztywna i wymaga specjalnego "złamania" - z materiałem trzeba popracować aby był wygodny, dobrze się motał i współpracował z nami. Chusta używana pracowała już nosząc dziecko i dzięki temu jest bardziej plastyczna, łatwiej ją dociągać.

Chusta tkana czy elastyczna?

Jeśli chcesz zakupić jedną chustę od razu polecam zakup chusty tkanej. Dlaczego?
Chusta elastyczna jest dobra na początek - możliwy jest tylko jeden (w dodatku prosty) typ wiązania, mocno otula dziecko i pomaga się przekonać do tego, że noszenie w chuście może być na prawdę fajne. Ma jednak swoje wady:
- trzeba korygować pozycję dziecka na bieżąco. Niestety ale chusta elastyczna nie daje takiego stałego podparcia jak chusta tkana
- łatwo tę chustę zamotać jednak elastyk wybacza wiele błędów i pozornie "dobre" wiązanie może okazać się nieodpowiednie
- nie nadaje się na lato- w chuście elastycznej dziecko otoczone jest trzema warstwami elastycznego (więc nie oddychającego) materiału
- odpowiednia jest tylko dla maluszków do kilku kilo. Zazwyczaj od 5-6 kg nie jest już w stanie odpowiednio rozłożyć ciężaru dziecka i wtedy i tak trzeba zainwestować w kolejną chustę
- możliwe tylko jedno wiązanie- takich ograniczeń nie daje chusta tkana



Chusta tkana  to zdecydowanie najlepszy wybór:
- pozwala na niemal niezliczone wiązania. Moje ulubione to kangur, kieszonka, plecak prosty i plecak z koszulką (czyli double hammock).
- nadaje się na cały rok.
- można nosić w niej maluszka (w niektórych wiązaniach nawet wcześniaka!) od samego początku aż do kilkunastu kilo (starsza 2,5 latka czasem wskoczy do "plecaka" :) )
-  dużo łatwiej ją dociągnąć i moim zdaniem jest dużo wygodniejsza od "elastyka"
- Dobrze zamotana nie musi być korygowana co chwilę



Co jest ważne przy wyborze chusty tkanej. Splot się liczy! 
Nie trudno skusić się na tanią chustę bawełnianą jednak szybko okazuje się, że jest to tzw. "pościelówka" czyli taki splot bawełny jak przy prześcieradle czy ściereczce. Możecie się domyślić, że taka chusta nie poniesie ciężaru, będzie trudna we współpracy, nie dopasuje się dobrze do dziecka a nam będzie wrzynać się w ramiona.
Wybierz splot skośno-krzyżowy. Takie chusty są bardziej mięsiste, materiał jest w stanie dociągnąć się w każdym kierunku i odpowiednio ułożyć przy wiązaniu.
Polecam też splot diamentowy i żakardowy jednak na początek najodpowiedniejszy będzie skośnokrzyżowy pasiak czyli chusta w paski.


Dostępne są różne rozmiary (długości) chust - jaką powinnam wybrać?

Długość chusty jaką powinniśmy zakupić zależy od wielu czynników:
- wzrost i postura noszącego i wielkość dziecka- osoba o filigranowej budowie spokojnie poradzi sobie z chustą 4,2m jednak dla osoby wyższej lub o pełniejszych kształtach będzie potrzebna 4,6m lub nieco dłuższa.
- do niektórych wiązań lepiej sprawdzają się chusty długie- np. plecak z koszulką. Do innych, takich jak np. plecak prosty najlepsze są te krótkie, nawet 3 m.
Co wiec wybrać?
Najlepiej kupić długą chustę - około 4,6 m i potrenować na nich różne wiązania. Chustę zawsze można skrócić lub zakupić drugą - krótszą do wiązania plecaka.

Jak nauczyć się wiązań? Wydają się być bardzo skomplikowane.

Też wydawało mi się, że zamotanie chusty to wyczyn nad wyczynami i że nie podołam temu wyzwaniu. Chusta to tylko narzędzie i jak każde narzędzie wymaga nauki jak z niego skorzystać w sposób prawidłowy. Jeśli nie masz pewności czy dobrze układasz dziecko w chuście skontaktuj się  i umów na konsultacje z doradcą noszenia w chuście z Twojej okolicy.
Prowadzę warsztaty i zajęcia indywidualne w Warszawie, Otwocku i najbliższej okolicy - wystarczy napisać maila na ola@doradcachustowy.pl

Co z tymi nosidłami?

Nosidła dzielimy na dwa typy - NOSIDŁA ERGONOMICZNE / MIĘKKIE i WISIADŁA.
Nosidła ergonomiczne
Te pierwsze to tzw nosidła ergonomiczne (np. Tula, Manduca, Ergobaby) lub nosidła MEI TAI w których możliwe jest prawidłowe ułożenie dziecka z przodu rodzica lub na jego plecach. Są prostsze od chusty bo nie wymagane jest motanie - wystarczy zapiąć klamry lub zawiązać 1-2 pasy.
Są absolutnie bezpieczne i wygodne ALE (!) mogą być używane tylko dla dzieci które siadają już samodzielnie! Nie zapominajcie o tym - to bardzo ważne dla ich zdrowia i prawidłowego rozwoju kręgosłupa i bioderek. I nie dajcie się zwieść żadnym wkładkom niemowlęcym lub przekonaniom producenta że można w nich nosić dziecko od narodzin lub 3 miesiąca życia.



Inne nosidła - Wisiadła
To coś czego na naszych ulicach jest zdecydowanie za dużo i coś, czego (błagam!) unikajcie jak ognia dla dobra Waszych dzieci. Wisiadła to nosidła w których fizjologiczne ułożenie dziecka jest wręcz niemożliwe- cały ciężar ciała dziecka spoczywa na kroczku a kręgosłup jest sztywny i źle asekurowany.
Niestety te modele pięknie się sprzedają i są wspaniale reklamowane - jako bezpieczne, fajne dla dziecka i rodzica. Niektóre potrafią kosztować nawet 500 zł - ale na Boga - nie wszystko to, co jest dostępne w sklepach lub jest drogie jest dobre.
Można je też czasem "upolować" w super przystępnej cenie w zwykłym sklepie. Ale zastanówcie się, warto? (Lepiej kupić używane nosidło ergonomiczne lub mei tai)
Poniżej zdjęcie (źródło Pinterest) które pokazuje dokładnie różnice między wisiadłem (z lewej) a dobrym nosidłem (z prawej). Myślę, że dodatkowy komentarz jest zbędny.




Niezależnie od tego, czy wybierzecie chustę czy nosidło ergonomiczne pamiętajcie- NIGDY nie nosimy dzieci przodem do świata!
To wcale nie jest dobre dla dziecka- jego kręgosłup jest wtedy sztywny i nie ma odpowiedniej asekuracji a ciężar ciała spada na krocze / lędźwie i dodatkowo wpływa na złe ułożenie bioder. Jeśli zależy Wam na tym, aby mieć dziecko blisko siebie ale jednocześnie umożliwić mu obserwację i możliwość oglądania tego, co jest wokół załóżcie nosidło na plecy lub zawiążcie chustę w plecak.




sobota, 26 lipca 2014

Inny wymiar bliskości: Dlaczego warto nosić dziecko?


Noszę moje córki. Noszę w chuście, noszę na biodrze. Noszę, bo tego potrzebują i czuję, że ja też tego potrzebuje. Trzymanie dziecka blisko siebie to dla mnie inny wymiar bliskości. To jedna z tych rzeczy które kocham i za którymi z pewnością będę tęsknić za kilka lat gdy będą już "takie duże i samodzielne".

Chustonoszenie
Zanim zostałam mamą nie nastawiałam się na noszenie w chuście. Wprawdzie spotykałam rodziców tak noszących maluchy i ten widok zawsze mnie rozczulał, jednak nie byłam pewna czy to jest coś dla mnie. Miałam wiele wątpliwości, nie wiedziałam czy to na prawdę jest tak praktyczne jak mówią. Nie wierzyłam aż spróbowałam i przekonałam się, że warto.
To była miłość od pierwszego noszenia.
Teraz córeczki są już dwie a chusta sprawdza się każdego dnia coraz bardziej. Przetestowaliśmy nawet ostatnio urlop bez wózka i śmiało mogę powiedzieć, że daliśmy sobie świetnie radę.


Dlaczego warto nosić dziecko?
  • Bliskość jaką dajemy dzieciom nosząc je jest nieoceniona. Maluch kołysze się w naszym rytmie, momentalnie się uspakaja słysząc przy tym także bicie naszego serca. Czuje naszą obecność, przywiązuje się do nas jeszcze mocniej. Czuje się bezpiecznie.
  • Podobno jest to recepta na kolki (nie wiem, dziewczynki kolek nie miały - u nas chustowanie pomogło przetrwać okres bolesnego ząbkowania).
  • Przy prawidłowym wiązaniu nóżki dziecka są zgięte i odwiedzione pod odpowiednim kątem a a plecy lekko zaokrąglone. Jest to pozycja fizjologiczna, zdrowa dla maluszka. Dodatkowo może korzystnie wpłynąć na prawidłowy rozwój stawów biodrowych u najmłodszych. 
  • Możemy dotrzeć w wiele miejsc w które nie dotarłby wózek! Nierówne pola, kręte wąskie dróżki, szlaki nie są już żadną przeszkodą.
  • Możemy robić wiele rzeczy (w domu i poza nim) których nie dalibyśmy rady zrobić z dzieckiem na biodrze. Dzięki chuście ręce mamy wolne i beż żadnego problemu możemy normalnie funkcjonować
  • Dajemy dziecku możliwość patrzenia na Świat z naszej perspektywy, obserwowania i bardziej aktywnego uczestniczenia w naszym życiu.


To nie takie trudne!
Przyznam,że bardzo obawiałam się pierwszego motania. Chusta niezwykle długa a maleństwo takie malutkie. Bałam się, co mam zrobić i jak zrobić to prawidłowo. Chusta to tylko narzędzie i trzeba nauczyć się prawidłowo z tego narzędzia korzystać.Wystarczy zamotać parę razy żeby dojść do wprawy i lada dzień robić to dosłownie z zamkniętymi oczami.
Chcesz zacząć przygodę z chustonoszeniem? Przeczytaj ten wpis a w nim rady jak zacząć i jaką chustę wybrać.


Ciężko Ci?
Ludzie często zaczepiają mnie na ulicy pytając czy oby nie jest mi zbyt ciężko. Otóż ciężko to mi było nosić dziecko na rękach bez chusty, układać odpowiednio plecy, ręce, odchylać się do tyłu i próbować jednocześnie zrobić cokolwiek innego.
Gdy chustę zawiążemy dobrze ciężar ciała dziecka rozłożony jest równomiernie i tak na prawdę prawie nie czujemy że ktoś tam w tej chuście siedzi. Nie wierzysz? Spróbuj. Zobaczysz, że dzięki chuście będzie Ci o wiele wiele lżej!


"Się dziecko przyzwyczai i będzie wymuszać!"

Główny argument na "nie" z jakim się spotykam to to, że dziecko będzie rozpieszczone noszeniem, przyzwyczai się i będzie wymuszać noszenie przy każdej możliwej okazji. Dziecko rodzi się przyzwyczajone do bliskości i do noszenia. Przez okres ciąży kołysze się w rytm naszych kroków i słyszy bicie naszego serce. Pierwsze co czuje po urodzeniu się to nasz zapach -  ten który kojarzy mu się później z bliskością, ciepłem, bezpieczeństwem.
Po pierwsze: dziecko niczego nie wymusza. Za sygnałem który nam wysyła, czy jest to płacz, krzyk, czy wyciągnięte w górę ręce, marudzenie- stoi jakaś potrzeba. Dziecko po prostu nie potrafi okazać jej inaczej. Przecież maluch nie podejdzie do nas i nie powie "mamo, tato, potrzebuje się do Ciebie przytulić, czy weźmiesz mnie na ręce?".Nie wyobrażam sobie odmówić dziecku bliskości. Odmówić tego gdy ono tego daje mi taki jasny komunikat. Oczywiście, są sytuacje gdy jestem zmęczona lub nie mam zwyczajnie siły nosić, nawet w chuście- wtedy jednak tłumaczę, kucam przy dziecku i przytulam albo biorę je na kolana. Obie to rozumieją.
Dodam jeszcze, że dziecko wcale nie rozleniwia się dlatego, że jest noszone. Czuje bliskość, buduje pewność siebie i później jest chętne aby odkrywać świat samodzielnie i po swojemu a do nas wracać aby się przytulić, odpocząć, podzielić radościami czy odstresować. Czy nie o to chodzi?


W bliskości siła!
Uwielbiam nasze chustowe spacery. Każdą z tych chwil mam ochotę oprawić w ramkę i powiesić w widocznym miejscu. Wiem, że niedługo dziewczyny z tego wyrosną- panna M do chusty wskakuje w zasadzie tylko dla zabawy bo preferuje bieganie, tańce i jazdę biegówką. Jeszcze chwila i młodsza będzie stopniowo zmniejszała ten czas chustowy na korzyść pierwszych kroków, spacerów czy też wyścigów z siostrą.
Póki mam więc możliwość aby czuć tę bliskość czerpie z niej garściami.



O chustach i o noszeniu zamierzam częściej pisać dlatego jeśli macie jakiekolwiek pytania-piszcie śmiało! :)